POSZCZEGÓLNE OSOBNIKI

Zwierzęta tych ras ważą jeszcze mniej niż pekińczyki, zaledwie około dwu funtów, a poszczególne osobniki bodajże jeszcze mniej. Szczególnie’ ubiegano się niegdyś o bolończyki, od­gałęzienie maltańczyków, psów o. niezwykle jedwabi­stej sierści (należy tu wyjaśnić, iż ich nazwa bynaj-: mniej : nie. pochodzi od Malty, jak by się należało spodziewać, lecz od dzisiejszej wyspy Maleda w pobliżu południowych wybrzeży Dalmacji). W pierwszej połowie poprzedniego stulecia nie znane jeszcze były w Europie owe karłowate pieski, które później zaliczały się do najdroższej rasy — pekińczyki, dawne cesarskie psy pałacowe.

PASJA DO MAŁYCH ZWIERZĄT

Jest to pies karzełkowaty i   to uczyniło go ulubieńcem kobiet, gdyż dzieje psa jako nieodłącznego towarzysza człowieka stoją w najściślej­szym związku z historią obiektów małych, które można wziąć na kolana, na rękę albo nawet do mufki.Pasja do małych zwierząt, za które nieraz płacono olbrzymie sumy, prowadziła często do stosowania bar­dzo niewesołych środków, aby począwszy od dnia na­rodzin hamować ich wzrost. Zamykano je w ciasnych koszyczkach, smarowano im języki siarką, dawano mało picia itp.

Z BIEGIEM CZASU

Z biegiem czasu sympatia ku temu psuj uległa zmianie. Ujemnie wypowiadali się zwłaszcza zoologowie. Brehm nazwał na przykład mopsa „wstręt­nym zwierzęciem” i twierdził nawet, że świat niewie­le by stracił, gdyby. przypadł mu los dostarczyciela zwykłego mięsa. Z rozpieszczanego psa modnego stał się potem wyśmiewanym „psem starych panien”. Dziś rzec można, iż zapowiedź Brehma się spełniła. Mops ze sceny zszedł i stał się już.prawie unikatem. Że w ogó­le kiedyś cieszył się takim rozgłosem, zawdzięczał głównie swemu wzrostowi.

PRZESADNIE ROZPIESZCZONE

W No­wym Jorku istnieje na przykład firma Ryan, w której dobrze sytuowani właściciele psów mogą zakupić dla swych ulubieńców modne majteczki, futrzane płaszczy­ki i naszyjniki wykładane półszlachetnymi kamieniami. U.Ryana można także nabyć perfumy dla psów; roztaczają one wówczas zapach przypominający świeżo skoszone siano.   W owych czasach najczęściej mopsy należały do tak przesadnie rozpieszczanych zwierząt. We Francji na­zywano je carlins, a to ze względu na ich czarne, przy­pominające maskę pyszczki podobne do uszminkowa- nych twarzy arlekinów (carlins). Fala tej mody entuzjazmu dla mopsów nie ominęła również Niemiec.

ZABIEGI DLA PSÓW

Na przykład był taki na Bond- street — najelegantszej ulicy handlowej Londynu. Tu­taj to aplikowano ulubieńcowi całą serię zabiegów toaletowych, jak mycie pod letnim prysznicem, oliwie­nie, szczotkowanie, obcinanie i polerowanie pazurków, układanie loczków, wytłaczanie w sierści inicjałów właścicielki. Na- ulicę wychodził potem taki piesek w płaszczyku, czepeczku i skarpetkach. Chyba prze­sada! — przyzna to nawet każdy miłośnik psów. Lecz egzaltacje owe nie są bynajmniej swoistością tamtej­szych wieków, bo zdarzają się jeszcze i dzisiaj.

ZWRÓCENIE UWAGI NA PSA

Odwiedzając czyjś dom należało do dobrego tonu zwrócić uwagę na miejscowego psa.;„W towarzystwie nie można usiąść — skarży się pewien czytelnik Jour­nal de Paris”, z roku 1781 —- nie przygniatając jakie- . goś psiego bóstwa i, słusznie czy niesłusznie, nie ścią­gając’na siebie złorzeczeń familii z powodu obrazy tej domowej świętości.” Idąc Ogrodem Tuileryjskim, ulubionym parkiem wypoczynkowym, albo. przez Ogród Luksemburski, co raz to słyszało się Okrzyki: Prenez gardę & mon chien! —  Proszę uważać, tu jest mój pies!

NA KANAPIE

W XIV wieku pewien piewca wsi stwierdza, iż wiej­ski gospodarz miewał trzy rodzaje psów ‘„na garnusz­ku”. Po pierwsze, „olbrzymie psiska” na wielkich, pod­wórzach i folwarkach, po drugie, „średnie psy”, które ‚ właściciele mniejszych gospodarstw wypuszczali w nocy na obejście, „aby były stróżami naszymi i naszych spi- żarni”. Po trzecie, „małe subtelne pieski”, które trzy­mano dla uciechy, „aby dzieci i niewiasty miały się czym bawić i czerpały z nich radość i przyjemność”.Po dziś dzień nazywamy takie psy — kanapowymi.Okresem najwyższego nasilenia miłości do psów był we Francji  koniec XVIII stulecia.

NA STARCIE

Na starcie regu­larnie zbierają się liczne rzesze biernych widzów. A jednak wszystko to razem wzięte nie jest niczym innym jak „jaskrawą reminiscencją średniowiecza”, które to określenie zostało już raz użyte przed stu laty. Na znak dany przez mastera psy spuszczano ze smyczy. Wtedy śmigały przed siebie, skacząc przez płoty, rowy, krzewy, mury, przetrząsały gąszcza leśne. Polowanie takie trwało od czterech do pięciu godzin, dopóki za­szczuta ofiara gonitwy — lis nie wpadł wreszcie w ręce tej zorganizowanej przewagi sił.